Do Krakowa zawitałam około 10. rano w niedzielę (tj. 9 października), aby spędzić więcej czasu z ludźmi. To Mąka mnie tak wcześnie przede wszystkim wyciągnęła, bo z Herezją umówiłam się dopiero na 19. Tak więc spotkałam się z Mąką i chodziłyśmy trochę po Krakowie, w sumie bez celu. Zawitałyśmy między innymi do Empiku, gdzie zaczepił nas bardzo miły pan i poopowiadał o wrażeniach znajomych z wycieczki do Japonii ;)
Spotkałyśmy też trzy dziewczyny, które również wybierały się na koncert - Eru, Dianę i Magic. Pochodziłyśmy razem po mieście, zatrzymałyśmy się w końcu w fast foodzie i tam jeszcze trochę porozmawiałyśmy zanim przyjechał po nie tata Eru. Gdy się pożegnałyśmy, my z Mąką wróciłyśmy do Galerii Krakowskiej, gdzie czekałyśmy na 17. O tej godzinie do nas dołączyła Ania z Warszawy, koleżanka Mąki. Nie siedziała z nami jednak długo podobnie jak Jincian, która dosiadła się, gdy zobaczyła nas na ławce. Również Herezja dotarła w końcu. W sumie z tego momentu zapamiętałam tylko jej kopniaka i podarowanie kilku zielonych włosów ;) Kiedy Ania i Jincian poszły, z Mąką i Herezją polazłyśmy po małe zakupy spożywcze, a potem kupić Mące bilet. Następnie z Mąką się pożegnałyśmy, bo na noc musiała jechać do siostry, a my z Herezją jakoś dotarłyśmy pod klub Kwadrat, gdzie rozłożyłyśmy manatki i własne tyłki i stanowczo postanowiłyśmy czekać na jutrzejszy dzień. Nie było ciepło, nie było toalet ani nie było większego towarzystwa, ale dałyśmy radę. Dopiero około piątej rano, gdy przysnęłam, pojawiło się kilka dziewczyn - Bou, którą poznałam już w Gdańsku, Kaoru, Ewa... W powiększonym gronie doczekałyśmy świtu. Wtedy dotarła do nas jeszcze Ania.
Około dziesiątej rano zostałyśmy wpuszczone do klubu przez barmana Bogdana, za co jestem mu bardzo wdzięczna, bo dłuższe siedzenie na zimnym powietrzu zdecydowanie nie było czymś, o czym marzyłam. Od tej pory zaczęło ludzi przybywać. My jako pierwsze oczywiście zajęłyśmy teren pod drzwiami do hali. Pojawiła się również Mąka, która przyniosła ze sobą znajomą już rzecz...
Z czasem jednak ludu zaczęło przybywać, więc padł pomysł, aby na wszelki wypadek wywiesić listę z numerkami, które mają pierwszeństwo przy wpuszczaniu. Został bardzo dobrze przez nas przyjęty, ale trudno, żeby było inaczej, skoro większość z nas na liście była... Nie wyglądała co prawda schludnie - nabazgrana w paru chwilach na pogiętej kartce, przyklejona podebranymi z plakatów taśmą, najważniejsze jednak, że poczuliśmy się pewniej ;)
W pewnym momencie z hali zaczęły docierać do nas dźwięki muzyki. Od razu rozpoznaliśmy, że to Versailles, którzy mają próbę. Podbiegliśmy do drzwi i przystawiliśmy uszy. Nie wyglądało to zbyt inteligentnie, ale po dość długim już czekaniu nawet zwykła próba potrafiła w nas rozbudzić ekscytację.
Trochę później pojawił się PiCa z Ant1nett. Kaoru zdołała go na chwilę zatrzymać, aby zapozował do zdjęcie i podpisał własne ulotki. Zaraz jednak znikł za drzwiami hali, a nam pozostało dalsze czekanie. Niestety już nie było tak miło - o 17. obsługa wyprosiła nas z klubu, więc wszyscy ustawili się pod wejściem i tam spędziliśmy kolejne półtorej godziny. Ale wrócił PiCa i tym razem dłużej pozował i rozdawał autografy. Okazał się być całkiem sympatycznym człowiekiem, który nie bał się z nami kontaktu. Herezja ponoć uczyła go zacnego polskiego słowa "popita", aż żałuję, że mnie przy tym nie było ;)
Było trochę komplikacji - czekanie się przedłużyło, bo nie dotarła ochrona. Umililiśmy sobie czas skandowaniem i śpiewaniem (najwięcej ubawu było z zaintonowanego przez Herezję "Szła dzieweczka do laseczka"), ale ostatecznie zostaliśmy wpuszczeni pomimo braku ludzi. Nam jako numerkom udało się zająć miejsca pod sceną, więc pomysł z nimi okazał się skuteczny ;)
W końcu stało się. Chłopaki wyszli na scenę. Wychodzili pojedynczo, prezentując się fanom, którzy krzyczeli i wyciągali w ich stronę ręce z różami. Herezji i mnie udało się zająć miejsca w pierwszym rzędzie pod Hizakim, zaś Mąka skończyła w drugim. Poznałam Tomikę, która miała (wątpliwe) szczęście stanąć po mojej prawej stronie ;) Samego koncertu opisać po prostu nie potrafię. Jak by to powiedziała Amaia - to byłoby czyste bluźnierstwo, opisywać coś, czego ludzkie słowa nie są w stanie opisać ;) Tam po prostu trzeba było być i to przeżywać. Pozwolę więc sobie złożyć hołd trzykrotnym ukłonem i pozostać w milczeniu. Kto jest ciekaw relacji, odsyłam do JaME. Całkiem nieźle im wyszła.
Po skończonym koncercie odbył się jeszcze krótki meeting z Versailles. Udało mi się podejść do zespołu bez dłuższego czekania. Wciąż byłam pod wrażeniem, więc do każdego z chłopaków wydukałam tylko podziękowanie po angielsku. To było niesamowite móc uściskać dłonie ludzi, których muzykę, twórczość się podziwia... Nigdy tego nie zapomnę.
Po meetingu wyszłam z hali i usiadłam przy stole, gdzie spotkałam Tomikę. Pozwoliła mi sfotografować kostkę Hizakiego, którą udało jej się wywalczyć tylko dlatego, że miała dłuższe ręce! Ale nie czuję się pokrzywdzona, bo po dwóch kolejnych kostkach (które trafiły do kogoś blizej nieokreślonego i do Herezji) zdobyłam swoją. Za co dziękuję panu ochroniarzowi, który łaskawie podał ją do mnie.
Sfotografowałam również pałeczkę Yukiego, ale dane właścicielki pozostały mi nieznane. (Zdjęcia dostępne pod niżej podanymi linkami, niestety coś się zepsuło i nie mogę dodać tradycyjnie. Przy okazji przepraszam za jakość, robiłam komórką.)
Kostka
Pałeczka
Gdy znalazłam Herezję, razem postanowiłyśmy już wracać na dworzec. Wzięłyśmy swoje rzeczy, ale ja wróciłam jeszcze na górę poszukać Mąki, która jako ostatnia opiekowała się moim aparatem. Zastałam ją i Anię stojące przy barierkach, za którymi odbywało się jeszcze spotkanie street teamu z Versailles. Również próbowały się załapać ;) Postałam trochę z nimi, w końcu, niewiele myśląc, wyciągnęłam bilet i zawołałam do Hizakiego z prośbą o autograf. Wydawał się być trochę zdziwiony, ale podpisał się. Jeszcze raz arigatou, Hizaki-sama! Poprosiłam o to samo Teru, również był chętny, ale zanim doczekał się markera, menadżerka zdążyła wyrwać mu bilet i zwrócić mi go z dość nieprzyjemnie brzmiącym "Forbidden! Forbidden!". Cóż... przepraszający uśmiech Teru wynagrodził mi jej dziwne zachowanie :)
Hizaki
Z Mąką i Anią odeszłyśmy, gdy zespół już się pożegnał. Nigdy nie zapomnę serdecznych okrzyków i machania ze strony ich i fanów. Na dole rozstałam się z dziewczynami i z Herezją poszłyśmy na przystanek, skąd razem z innymi fanami ruszyłyśmy w drogę powrotną. Noc spędziłyśmy na dworcu PKP, a z samego rana każda z nas ruszyła już w ostatni etap podróży - ja autobusem do Nowego Sącza, a ona busem do Myślenic. Prosto do szkoły ;)
W moim życiu zostało zapisane kolejne niesamowite wydarzenie. Dziękuję za te piękne chwile Versailles i ludziom, których z okazji ich koncertu znowu spotkałam, a także poznałam nowych. Mam nadzieję, że wszyscy znowu spotkamy się na Ant1nett.
Pod tym linkiem są do obejrzenia zdjęcia z oczekiwania na Versailles.
ZDJĘCIA
Kostka
Pałeczka
Gdy znalazłam Herezję, razem postanowiłyśmy już wracać na dworzec. Wzięłyśmy swoje rzeczy, ale ja wróciłam jeszcze na górę poszukać Mąki, która jako ostatnia opiekowała się moim aparatem. Zastałam ją i Anię stojące przy barierkach, za którymi odbywało się jeszcze spotkanie street teamu z Versailles. Również próbowały się załapać ;) Postałam trochę z nimi, w końcu, niewiele myśląc, wyciągnęłam bilet i zawołałam do Hizakiego z prośbą o autograf. Wydawał się być trochę zdziwiony, ale podpisał się. Jeszcze raz arigatou, Hizaki-sama! Poprosiłam o to samo Teru, również był chętny, ale zanim doczekał się markera, menadżerka zdążyła wyrwać mu bilet i zwrócić mi go z dość nieprzyjemnie brzmiącym "Forbidden! Forbidden!". Cóż... przepraszający uśmiech Teru wynagrodził mi jej dziwne zachowanie :)
Hizaki
Z Mąką i Anią odeszłyśmy, gdy zespół już się pożegnał. Nigdy nie zapomnę serdecznych okrzyków i machania ze strony ich i fanów. Na dole rozstałam się z dziewczynami i z Herezją poszłyśmy na przystanek, skąd razem z innymi fanami ruszyłyśmy w drogę powrotną. Noc spędziłyśmy na dworcu PKP, a z samego rana każda z nas ruszyła już w ostatni etap podróży - ja autobusem do Nowego Sącza, a ona busem do Myślenic. Prosto do szkoły ;)
W moim życiu zostało zapisane kolejne niesamowite wydarzenie. Dziękuję za te piękne chwile Versailles i ludziom, których z okazji ich koncertu znowu spotkałam, a także poznałam nowych. Mam nadzieję, że wszyscy znowu spotkamy się na Ant1nett.
Pod tym linkiem są do obejrzenia zdjęcia z oczekiwania na Versailles.
ZDJĘCIA

